in Styl życia

Brugia na weekend. Praktyczny przewodnik – jak dotrzeć, co zobaczyć i gdzie zjeść

at

To była spontaniczna decyzja, choć marzyła mi się ta Brugia od dawna. To urokliwe belgijskie miasteczko ma wszystko: ciekawą historię, piękną architekturę, piwo, frytki i tłumy turystów.

Skuteczną promocję Brugii przyniósł film z Colinem Farrellem In Bruges, chyba pozycja obowiązkowa dla każdego, kto się tu wybiera. Nic dziwnego, w końcu piękne miasteczka tak mają, że prędzej czy później każdy będzie chciał je zobaczyć. W przypadku Brugii zupełnie mi to nie przeszkadzało. Gdy tylko się poczułyśmy zmęczone tłumem, wystarczyło uciec w boczne uliczki, przysiąść w parku na ławeczce albo wsiąść w pociąg do Ostendy, o której napiszę wkrótce więcej. Zdecydowanie warto spędzić w Brugii weekend, koniecznie z noclegiem, bo gdy wieczorem miasto opuszczą autokary jednodniowych wycieczek, miasteczko zyskuje niebywałego uroku. I powiem od razu, że te najpopularniejsze miejsca najlepiej zwiedzić rano lub/i wieczorem.

ZOBACZ TEŻ:

Brugia inaczej. Nietypowe miejsca w Brugii, których nie znajdziesz w przewodniku – wkrótce

Ostenda. Czy warto jechać nad morze będąc w Brugii? – wkrótce

Jak się dostać do Brugii?

Zakładam, że wybieramy lot do Bruksela-Charleroi, tam z lotniska do Brugii można się dostać autobusem Flibco (warto rezerwować bilet z wyprzedzeniem, można go upolować nawet za 5 EUR), My zawaliłyśmy sprawę, przegapiłyśmy te taniutkie bilety, więc za 6 EUR dostałyśmy się na dworzec w Charleroi, tam kupiłyśmy wspólny bilet na 10 przejazdów pociągiem za 83 EUR (można je dzielić z drugą osobą). Dzięki tym przejazdom odwiedziłyśmy również Ostendę i na pół dnia byłyśmy w Brukseli.

Noclegi w Brugii

My wybrałyśmy hostel, co by nie generować kosztów, a kaskę wydać na słynne belgijskie piwo i frytki. Polecamy z całego serca! Hostel Lybeer Bruges. W hostelu jest piękny bar, w którym można się również napić dobrego piwa, jest wyposażona kuchnia z dostępem do kawy i herbaty non stop. Pokoje są małe i wieloosobowe, ale ogólnie czyściutko, ładnie i jest tu ładny taras nad dachami, na którym można zjeść śniadanie lub spędzić wieczór. Plus ludzie – siedzenie w barze sprzyja integracji z innymi 🙂 Oczywiście opcji noclegowych jest więcej – tutaj jest pełna lista obiektów w Brugii.

Inną propozycją jest Airbnb – najfajniejsze noclegi w życiu to właśnie w mieszkaniach localsów – rejestrując się z mojego linka dostajesz 100 zł na swoją pierwszą rezerwację ZAREJESTRUJ SIĘ NA AIRBNB.

Co zobaczyć w Brugii?

Przede wszystkim po Brugii najlepiej poruszać się pieszo. Miasto jest małe, a większość głównych zabytków jest w centrum. Warto podczas spaceru odbijać w boczne uliczki i dać się zgubić. Nawigację ułatwia wysoka wieża z głównego placu, wystarczy kierować się w jej stronę i znów dotrzecie do głównego placu . Brugia zwana jest też flamandzką Wenecją ze względu na rozbudowaną sieć kanałów które łączą się bezpośrednio z Morzem Północnym. W średniowieczu miasto było ważnym ośrodkiem handlowym. Wymiana handlowa z Anglią, między innymi zbożem, winem i tkaninami wpłynął na rozwój miasta i rozkwit sztuki, z tego też okresu pochodzi podziwiana dziś zabudowa, a brugijska starówka to najczęstszy motyw na pocztówkach sprzedawanych w sklepikach z pamiątkami.

Grote Markt, czyli brugijska starówka i Belfort

Z jednej strony charakterystyczne kamienice przypominające domki z piernika, z drugiej strony stoi dzwonnica Belfort, stanowiąca część większego kompleksu Hallen. Takie budynki niegdyś stały w każdym szanującym się flamandzkim mieście. Służyły do przechowywania ważnych dokumentów, w budynku swoje magazyny i sklepiki mieli najbogatsi kupcy i najlepsi rzemieślnicy. To z balkonów Belfort ogłaszano najważniejsze dla miasta rozporządzenia. Można tam wejść bez żadnych opłat, o ile nie wchodzicie na dzwonnicę. Tu koszt podziwiania miasta z punktu widokowego to 12 EUR. Brugijska wieża posiada 47 dzwony, jest to tzw. carillon, którego melodia towarzyszy mieszkańcom każdego dnia.

Burg, rynek z ratuszem

To drugi z rynków, mniejszy od Grote Markt, ale równie ładny. Otoczony z trzech stron bogato zdobionymi budynkami, z czego jednym z nich jest schowana w kącie Bazylika Najświętszej Krwi – Heilig Bloed Basiliek, gdzie od XII wieku przechowuje się relikwie Krwi Jezusowej. Na lewo stoi równie piękny Ratusz, najstarszy zachowany ratusz w Flandrii. Poobserwujcie koniecznie fasadę, rzeźby na ratuszu robią wrażenie. Trochę dalej jest miejskie archiwum – Oude Griffie. Nad jego drzwiami zauważycie charakterystyczną płaskorzeźbę z misiem. Między ratuszem a archiwum możecie wyjść z rynku uliczką Ślepy Osioł, nazwaną tak od istniejącej niegdyś gospody, nad barokową bramą. Na Burg jest jeszcze jeden smaczek, ale opowiem o nim przy okazji nietypowych miejsc w Brugii.

Rozenhoedkaai

To chyba najczęściej fotografowane miejsce w całej Brugii, piękne o każdej porze, choć nam najbardziej spodobała się nocą. Ten malowniczy punkt, w którym łączą się dwa kanały jest obowiązkowy, dodajmy sobie do tego średniowieczne budynki z czerwonej cegły, romantyczne mosty i chylące się ku wodzie drzewo… Cudo. Stąd wypływają wycieczki łódkami po kanałach, niektórzy polecają taką formę zwiedzania, my oszczędzałyśmy dalej na… piwo. 🙂 W soboty kawałek dalej rozkładają się sprzedawcy staroci i rękodzieła. Ten pchli targ dodaje smaczku podczas spędzania czasu nad kanałami w pobliżu Rozenhoedkaai.

Kościół Onze-Lieve-Vrouwekerk i zakątek Hof Arents

Kościół Najświętszej Marii Panny to XIII-wieczna imponująca budowla w stylu gotyckim skaldyjskim , charakterystycznym dla wczesnośredniowiecznej Flandrii. Choć nie jest najważniejszym kościołem w Brugii, jeden element w jego murach sprawia, że jest tak wyjątkowy. To marmurowa rzeźba Madonna i Dzieciątko Michała Anioła. Na jednej z wież kościoła mieszka też para sokołów, które skutecznie odstraszają gołębie. Niewiele ich znajdziecie spacerując po mieście.

Za kościołem znajduje się uroczy zaułek, który zamienia się w piekło, jeśli przyjedziecie go zwiedzić w ciągu dnia. Polecam wczesny ranek, byłyśmy też wieczorem, ale ciągle kręciło się tam trochę ludzi. To Hof Arents z romantycznym mostkiem Św. Bonifacego i drewnianymi domkami nad kanałem. No totalnie warto, szczególnie, gdy całe miasto jeszcze śpi.

Beguinage

Flamandzkie beginaże są wpisane na listę Dziedzictwa UNESCO, były to kompleksy domów mieszkalnych, szpitala, kaplicy, a zamieszkiwały go beginki, świeckie osoby poświęcone życiu religijnemu. Opiekowano się tu biednymi i chorymi, a mieszkanki prowadziły skromne, klasztorne życie w służbie Bogu. Brugijski beginaż jest wyjątkowo urokliwy – szereg białych domków otaczających piękny ogród. Obecnie w beginażu znajduje się klasztor benedyktynek, a jeśli traficie do niego wiosną, prawdopodobnie dywan żółtych narcyzów pokryje cały park. Jeden z domków beginażu służy jako muzeum – można w nim zobaczyć, jak toczyło się życie beginek sprzed wieków.

Minnewater, czyli Jezioro Miłości

Tuż nieopodal beginażu spotkacie Jezioro Miłości. Nazwa trochę na wyrost, ale warto je odwiedzić z powodu łabędzi i związanej z nimi jednej z brugijskich legend. Otóż w 1488 roku mieszkańcy skazali na śmierć jednego z miejskich zarządców, Pietera Lanchalsa, w którego herbie widniał właśnie łabędź. Była to odpowiedź na zbyt wysokie podatki, które narzucił na miasto władca, Maksymilian I Habsburg. Wściekły król rzucił na miasto klątwę i kazał miastu dbać o te majestatyczne ptaki, w innym przypadku miasto zostanie zgładzone i zapomniane.

Sint-Janshospitaal – szpital Św. Jana

Budynek szpitala to jeden z najlepiej zachowanych obiektów w Europie. Pochodzi z XII wieku, a biorąc pod uwagę poziom ówczesnej medycyny obiekt służył raczej jako miejsce opieki nad chorymi. Szpital i znajdujące się w nim Muzeum Memlinga można zwiedzać, mi natomiast bardzo podobał się ogród z kolekcją roślin zielnych wspomnianych w pochodzącej z 1751 roku książce z leczniczymi recepturami – Winckelbouck, obecnie znajdującej się w szpitalnej aptece.

Muzeum Czekolady – Choco-Story

W Brugii spotkacie mnóstwo saloników z wyborami czekoladowymi, w końcu Belgia kojarzy się z najlepszą na świecie czekoladą. W Brugii znajduje się bardzo ciekawe muzeum opowiadające historię czekolady, od ziarenka kakaowca do kunsztownych pralinek, czekoladek i trufli. W czekoladowym muzeum można też podejrzeć produkcję czekolady i skosztować gotowych pralinek. Bilet kosztuje 9,5 EUR od osoby, zwiedzanie trwa ok. 2-3 godzin.

Frytki, piwo i gofry – kilka miejsc godnych polecenia

Chętnie wróciłabym do Brugii z workiem gotówki, by wypróbować wszystkie ciekawe, polecane restauracje. Miałyśmy jednak budżet studencki. Okazało się jednak, że belgijski street food w postaci frytek tak sycił, że nawet jakbym chciała nie dałabym rady wcisnąć w siebie żadnej dwudaniowej kolacji złożonej z małży, piwa i gulaszu. Grube, chrupiące, złote fryteczki, a do niego koniecznie brugijskie piwo. Z miejsc frytkowych polecam The Potato Bar, podobno całkiem nowy twór, ale smakowało nam i ceny też przystępne. Warto zapamiętać, że wersja large jest naprawdę large, mówimy tu o usmażonym polu ziemniaków! Do frytek można wybrać również toppingi i dipy. Bardzo fajne miejsce.

Klimatycznych miejsc do wypicia piwa w Brugii jest naprawdę sporo, my zdecydowałyśmy się na dwa wyjątkowe miejsca. Pierwszym z nim jest Cafe Vlissinghe – najstarsza, ciągle działająca gospoda w Brugii. Jest początki sięgają 1515 roku. Warzą z niej piwo o tej samej nazwie, a wystrój nawiązuje do dawnych czasów – portrety przodków wiszą w całym pomieszczeniu.

Drugim takim miejscem jest De Garre, pub, który mieści się w najwęższej uliczce w Brugii. Jest ona tak wąska, że dwoje ludzi musi się między sobą przeciskać. Na końcu uliczki znajduje się kolejna krzywa kamienica, a bar zajmuje wszystkie jej piętra. Jest to miejsce wieczorami zatłoczone i gwarne i trzeba uważać z ilością piwa, bo schody w knajpce są wyjątkowo strome i kręte. Menu jest obszerne, ale to jedyne miejsce w którym spróbujecie słynnego piwa Garre z 11,5 vol., więc nie ma co się zastanawiać nad wyborem. Jest naprawdę pyszne!

Zerknijcie koniecznie do podpiętej relacji z Brugii na Instagramie – tam są filmiki z tego miejsca i wielu innych w Brugii – koniecznie zaobserwujcie, bo na Instagramie jako pierwsze pojawiają się relacje i zdjęcia. 🙂

Co do gofrów spotkacie wszędzie budki z goferkami, typu belgijskimi oraz tymi z Liege. Ja tam wolę te drugie. Polecone przez naszego przewodnika miejsce to taka budka, która rozkłada się na placu Burg. Te gofry były pyszne. Zresztą, jak ktoś mi poleje jakiekolwiek danie sosem speculoos to ja już jestem kupiona. #speculooslove

Wpis wyszedł długi, a ciągle mam masę zdjęć z tego wyjazdu i mam nadzieję, że uda mi się je przemycić w innych wpisach o Brugii. Będę wdzięczna za polubienie w social mediach. Treści na blogu są darmowe i staram się rzetelnie dzielić informacjami na temat moich podróży. Dziękuję za każde udostępnienie, like i komentarz 🙂

Chcesz być na bieżąco? Śledź mnie w social media:

Share:

Kasia Janeta

Pochodzę z pięknej mieściny na południu Polski. Miłośniczka podróży, kwiatów, książek i DIY. Staram się kreatywnie spędzać czas wolny. Na blogu piszę o tym, co mnie pasjonuje i inspiruje.