in Lifestyle, Scrapbooking, Zrób to sama

Mój travel journal kit, czyli czym dokumentować w podróży

at

W moim travel journalu skończyły się strony. Prawie cały rok wspomnień, przeżyć i pamiątek. W listopadzie już wyjechałam z nowym notesem, w którym kontynuuję swoje zapiski. Bardzo się wkręciłam w uzupełnienie dziennika z podróży. Ta pamiątka ma dla mnie zupełnie inny wymiar niż album ze zdjęciami. Dziś trochę o travel journal kit, czyli co zabieram w bliższą lub dalszą podróż.

Krótkie wypady weekendowe uzupełniam po powrocie do domu. Zbieram tylko mapki, bilety wstępu, a na Google Maps włączam Oś czasu – świetne narzędzie, by odtworzyć potem kolejne, odwiedzane miejsca. Tym razem wyjeżdżając na Gwadelupę zabrałam swój travel journal kit, aby zawsze mieć możliwość opisania swoich wojaży na bieżąco.

NOTES

Prowadzę swój travel journal w szkicowniku z Flying Tiger już po raz drugi. Myślałam nad notesem Moleskine, ale ten z Tigera ma kilka cech, przez które ciężko mi się z nim rozstać. Ma format 20 x 20 cm, co dla mnie jest plusem, choć dla innych może być nieporęczny i zbyt duży. Twarda okładka dobrze znosi noszenie w plecaku. Zaletą jest też papier: gruby, dobrze przyjmuje malowanie akwarelami i nic nie przebija. Choć papier do akwareli powinien być bardziej fakturowany na moje niewielkie potrzeby jest ok i nie zapominajmy, że przede wszystkim powinno się w nim wygodnie pisać.

travel journal kit

Na Pintereście królują tzw. traveler’s notebook Midori. To najpopularniejsze japońskie notesy, które służą latami. W skórzany organizer można wpinać cienkie notatniki tzw. refills o różnych parametrach w zależności od potrzeb. Zobaczcie sami tutaj, można dostać oczopląsu od tych pięknych notesów! Może kiedyś uda mi się taki przetestować 😉

ZOBACZ TEŻ: Travel journal – dlaczego warto go prowadzić?

NIEZBĘDNIKI

Wiadomo, że czasem liczy się każdy gram w plecaku czy walizce, dlatego nie zabrałam ze sobą sporo przyborów. Wszystkie mieszczą się w płaskiej saszetce, która niewiele waży. 

Akwarele w metalowej puszce. Moje kostki przełożyłam do małej metalowej puszki, która zajmuje mniej miejsca niż oryginalne opakowanie. Wieczko służy za paletkę. Oprócz tego wykorzystuję zwykłe chusteczki higieniczne do czyszczenia pędzelków – to zawsze jest w torebce.

Waterbrush. Mam dwa wodne pędzelki w dwóch rozmiarach i ich zakup uważam za najtrafniejszy w tym roku. Mogłam sobie malować nawety bez dostępu do wody 🙂 Na początku musiałam trochę poćwiczyć nacisk, ale po chwili udawało mi się wycisnąć odpowiednią ilość wody przy malowaniu.

Małe nożyczki. Przydają się do wycięcia interesujących informacji z ulotek i map. Można też użyć zwykłe małe nożyczki do manicure.

Klej w sztyfcie. Do szybkiego przymocowania biletów, broszur i karteczek.

Taśma washi. Nawinęłam swoje ulubione washi na kawałek tekturki, dzięki czemu nie musiałam zabierać całych rolek. 

Permamentny cienkopis. Do rysowania konturów, które potem w wolnej chwili wypełniam akwarelami. 

Ulubiony długopis. Do zapisywania tych wszystkich przeżyć!

Następnym razem zabiorę też foliowe woreczki, aby zachować też wszelkie sypkie pamiątki.

ZOBACZ TEŻ: Moje ulubione strony w travel journal

travel journal kit

Inaczej notuje się w travel journalu po powrocie, a inaczej siedząc na plaży z stopami w morzu. Takie wspomnienia to dla mnie najcenniejsza pamiątką. Przeglądam oba swoje notesy i nie mogę się doczekać kolejnej wycieczki, aby go uzupełnić 🙂

Jakie macie podejście do notesów i dokumentowania podróży lub codzienności? Prowadzicie dzienniki albo pamiętniki?

Kasia Janeta

Pochodzę z pięknej mieściny na południu Polski. Miłośniczka podróży, kwiatów, książek i DIY. Staram się kreatywnie spędzać czas wolny. Na blogu piszę o tym, co mnie pasjonuje i inspiruje.

  • Niesamowicie zazdroszczę takich pamiątek. Niestety nie mam cierpliwości i samozaparcia aby taki journal wykonać 🙁 poza tym, mimo że często obicuję sobie że wezmę jaki notes chociaż, żeby notować wrażenia, to zazwyczaj okazuje się ze w plecaku miejsca już nie mam 🙂 pozostają szybkie notatki w iphonie 😉

    • Zawsze można zapisywać w notatkach, a potem uzupełnić po powrocie 🙂

  • śliczne 🙂 chyba muszę znów zacząć malować

  • Ale ślicznie, uwielbiam takie rzeczy! Też dokumentuję swoje podróże, ale zawsze po powrocie. Podziwiam, że zabierasz ze sobą w podróż te wszystkie przybory :). Fajnie znaleźć blog o podobnej tematyce- też staram się łączyć podróże z rękodziełem ;).

    • I twój blog bardzo mi się spodobał 🙂 Świetne wpisy podróżnicze 🙂

  • Ależ Ty masz talent! Moje umiejętności kończą się na bardzo minimalistycznym albumie Project Life, a zawsze marzyłam o takim dzienniku z podróży jak Twój <3 polecam klej w taśmie, dla dużo wygodniejszy niż w sztyfcie 🙂

    • PL też prowadzę i uważam, że to świetna i wystarczająca metoda dokumentacji 🙂 No i jak schludnie wygląda!
      Uwielbiam kleje w taśmie, ale niestety skończyły mi się zapasy, będę musiała zamówić albo poczekać na biedronkowy rzut 🙂

      • Kilka razy podjęłam próbę prowadzenia dziennika na wyjeździe, bo przecież tak jest najlepiej, ale chyba zbyt intensywnie zwiedzam albo za wolno piszę, bo nie miałam siły wieczorami. Teraz zmotywowałaś mnie żeby spróbować na najbliższej wycieczce, powinna być spokojniejsza 🙂

  • Jestem zachwycona Twoim travel, journal, genialny pomysł! Czy to jest ten tigerowy notes, który występuje też w mniejszym formacie? Bawiłam się w nim testując bullet jorunaling 🙂

    • Dokładnie tak, to tigerowy szkicownik. Dość gruby papier, co prawda, nie nadaje się do akwareli, ale i tak w nim maluję, rzadko kiedy coś mi prześwituje, tylko papier jest zbyt gładki… 🙂 Marzy mi się przetestować szkicownik Moleskine i prawdziwy traveler’s journal od Midori <3

  • Nigdy nie prowadziłam żadnych podróżniyczych notesów. Ale uważam, że to świetny pomysł.Staram się każdą podróż dokumentować przy pomocy zdjęć, a ostatnio też i nagrań. Po jakimś czasie uświadamiam sobie, że gdyby nie te zdjęcia i nagrania to najprawdopodobniej wiele szczegółów umknęłoby mi z pamięci. Ale następnym razem pomyślę nad dziennikiem z podróży!