in Podróże, Świat

Mestia, wino, śpiew i tańce – Gruzja odc. 2

at

Cześć! Pamiętacie relację z Gruzji odc. 1? Tym razem znajdujemy się w Mestii. Co tym razem nam się wydarzy w tym ukrytym w górach miasteczku?

img_6485

Mestia to małe miasteczko w Górnej Swanetii, które powoli zamienia się w luksusowy kurort turystyczny. Takie odniosłam wrażenie, bo centrum miasta jest ślicznie wyremontowane, a budynki są zbudowane w podobnym stylu. Nie brak tam knajpek, w których głównie przesiadują turyści. Zaczynamy poszukiwania naszego guest house’u, który prowadzą dwie miłe siostry. Odświeżamy się po podróży i schodzimy znów do miasta zjeść. 

img_6496

Trafiamy do Cafe Laila, ładnej restauracji pełnej turystów. Widocznie jest to popularne miejsce wśród podróżujących, a my zajmujemy ostatni wolny stolik. Zamawiamy, a w międzyczasie gruziński zespół ludowy prezentuje swoje pieśni i tańce. Na stół trafia karafka wina domowej roboty i apetyczne dania, o których jeszcze wam opowiem więcej, bo kuchnia gruzińska zasługuje na obszerny wpis. Weseli wracamy do naszego pensjonatu, bo rano mamy za plan dojechanie do najwyżej położonej wsi w Europie.

 

img_6436

Gospodarze witają nas pysznym śniadaniem. Herbatka, zsiadłe mleko, domowe ciasto, konfiturka z akki (cały wyjazd zajęło nam ustalenie nazwy tego owocu! Konfitura była nieziemska!), domowy placek chaczapuri. Co za uczta! Obżarstwa mieliśmy jednak pożałować już wkrótce…

img_6483

Wsiedliśmy do marszrutki do Ushguli, leżącego u stóp Szchary, najwyższej góry w Gruzji. Wioska słynie z charakterystycznych wieżyczek obronnych i z niedowierzaniem pytaliśmy, czy aby na pewno ludzie zimą tam mieszkają. Bo droga była delikatnie mówiąc niespokojna i wywoływała w nas uczucie niepokoju… Kręta droga po błocie i kamieniach, stumetrowe przepaście, skaliste ściany po drugiej stronie, co chwila wyskakujące z zakrętu krowy. Podróż, choć trwała dwie godziny, była jedną najdłuższą w moim krótkim życiu. Kiszki skręcały się na każdym uskoku i modliliśmy się tylko o bezpieczny dojazd do wioski. Mieliśmy tylko nadzieję, że będzie tego warta!

img_6486

Na szczęście po przyjeździe zaraz zapomnieliśmy o wszelkich niewygodach. Choć życie w wiosce musiało być ciężkie, te widoki na pewno rekompensowały wszystko. Długo wpatrywaliśmy się w wierzchołki ośnieżonych gór. 

img_6505

img_6550

Na miejscu mieliśmy kilka godzin czasu wolnego, więc na treking nie wystarczyło, za to na pokręcenie się po okolicy i obiad w jedynej knajpie o uroczej nazwie Cafe Koszki już tak. Wspinaliśmy się na pagórki dla lepszego widoku, popytaliśmy miejscowych o życie na końcu świata i wypiliśmy butelkę wina w cudownej scenerii. 

img_6555

Droga powrotna już nie wydawała nam się tak okropna. Po powrocie do Mestii znów spotkaliśmy się w Cafe Laila podziwiać gruzińską muzykę ludową i tradycyjne tańce. A rano wczesna pobudka i pędzimy do stolicy!

img_6742
ZOBACZ TEŻ PIERWSZĄ CZĘŚĆ RELACJI Z GRUZJI

Share:

Kasia Janeta

Pochodzę z pięknej mieściny na południu Polski. Miłośniczka podróży, kwiatów, książek i DIY. Staram się kreatywnie spędzać czas wolny. Na blogu piszę o tym, co mnie pasjonuje i inspiruje.