in Lifestyle

Sycylia. Taormina i Castelmola

at

Drugi dzień na Sycylii to ciągle szok i nie łudź się, że ci przejdzie. Na Sycylii zachwyt miesza się z nerwówką, gdy okazuje się, że czasem nawet międzynarodowy język gestów nie wystarcza. Zamówienie takiej kawy, jak chcesz graniczy z cudem. Może dyskretnie cmokniesz z niezadowolenia na widok śmieci porozrzucanych przy drodze, dziurawych dróg i szalonych kierowców. Koniec końców szybko o nich zapomnisz, gdy na śniadanie dostaniesz rogalik z pistacjowym kremem i naparstek dobrej kawy.

Dotarłyśmy do Taorminy. Zanim znalazłyśmy nasze B&B pokrążyłyśmy wynajętym samochodem po wąskich, tłocznych uliczkach miasteczka. Potem już tylko krążyłyśmy pieszo, a z końcu miły pan zlitował się nad nami i pokazał kilka tajemnych przejść, dzięki którym znalazłyśmy dobrą drogę do pensjonatu. Główną zaletą tego B&B jest taras z widokiem na morze. Sycylijski chleb, pomidory, caponata i wino z kartonu – z takim widokiem kolacja zamieniła się w doświadczenie co najmniej luksusowe. Śniadanie było bardzo obfite i bardzo przyjemnie było wypić kawę na tym dużym tarasie. B&B nazywa się La Terrazza Sul Mare Taormina zdecydowanie polecam te miejsce, jeśli szukacie noclegu w Taorminie.

Taormina to perełka i nic dziwnego, że ukochali ją sobie artyści, muzycy i aktorzy. Jej popularność to też tłumy turystów i drożyzna, ale muszę przyznać, że w tym wypadku nic a nic mi to nie przeszkadzało. Jasne, lubimy spokojne miejsca poza szlakiem. To miasto jest śliczne i bardzo zadbane, tętni jednak życiem właśnie za sprawą turystyki. Ominięcie Taorminy byłoby błędem, bo zdecydowanie warto spędzić tu cały dzień, pospacerować bocznymi uliczkami, albo wręcz przeciwnie wejść na główny, tłoczny plac, skąd płynie muzyka ulicznych grajków.

Spacer po Taorminie rozpoczyna się podziwianiem mozaikowych, ceramicznych dekoracji. Tu numer domu, tu szyld restauracji, gdzie indziej płot z barwnych kawałków. Często pojawiał się motyw trinacrii, symbolu Sycylii, która jak nie trudno się domyślić, ma korzenie w mitologii greckiej. Trzy nogi wokół głowy z wężami zamiast włosów oznaczają trzy najbardziej wysunięte przylądki Sycylii.

Docierając do Taorminy samochód najlepiej zostawić na parkingu przed miastem (Lumbi). To chyba najlepsza opcja, bo w mieście uliczki są wąskie i w sezonie parkować na nich mogą jedynie mieszkańcy. Z parkingu kursuje wahadłowy autobus, którym bez problemu dojedziemy do historycznego centrum.

Spacer po Taorminie to ciągła wspinaczka. Samo miasto leży na zboczu wzgórza Monte Tauro, więc nie unikniecie zasuwania pod górę, ale dające cień romantyczne uliczki rekompensują wysiłki. Główny deptak to Corso Umberto I i to na niej znajdują się najważniejsze zabytki miasta. Przy placu Badia znajduje się pałac Corvaja, dziś działa w nim punkt informacji turystycznej i muzeum. W środku prezentuje się malowany wóz drewniany, tzw. carretto siciliano. Repliki tych wózków spotkasz też na stoisku z pamiątkami. Carretto służyło do przewożenia towarów po trudnych, górzystych terenach od miasta do miasta. Malowano je, aby zabezpieczyć drewno, ale gdyby zorientowano się, że kolory „zwabiają” klientów, to zaczęto je rzeźbić i malować na nich scenki. Te tradycyjne wozy są tak bogato zdobione, że stanowią prawdziwe dzieła sztuki!

Na placu Badia znajduje się też drugi zabytek Taorminy – kościół św. Katarzyny. W środku znajduje się marmurowy posąg mojej patronki, ale nie udało się jej zobaczyć, bo w środku odbywał się pogrzeb. Przeczekałyśmy, aż procesja pogrzebowa przejdzie, a trochę dalej dochodzimy do placu XI Aprile. Tam wszystko to, co na każdym większym placu sycylijskich miasteczek: turyści, knajpki, grajkowie i możliwość ucieczki w którąś z bocznych uliczek…

W pewnym momencie odbijam w Via Teatro Greco, kupuję gelato i siadam na schodkach Via Timoleone. Przy głównych placach i przy teatrze kłębią się tłumy. Potem kupuję bilet do Teatro Greco.

Choć teatr w Taorminie nie jest największym na Sycylii teatrem greckim, to jestem pewna, że jest najpiękniej położony. Możesz nie interesować się historią czy architekturą, ale z pewnością zauważysz malownicze widoki za łukiem i kolumny w porządku korynckim. Można usiąść na kamiennym stopniu, wymoszczonym przez jakiś antyczny tyłek i sobie wyobrazić, jak teatr był bogato zdobiony w czasach świetności, czyli w II w. p. n. e. A potem wejdziesz jeszcze wyżej, żeby zobaczyć TEN widok.

Zapuściłyśmy się też na chwilę odpoczynku do ogrodów publicznych Duca di Cesaro. W parku można zobaczyć imponujące rozarium. To bardzo miłe miejsce w cieniu, idealne na odpoczynek od turystycznego centrum. Po spacerze uliczkami pora wspiąć się na wzgórze Monte Tauro.

Z Taorminy do miasteczka Castelmola można dojechać autobusem, ale wtedy pozbawisz się nieograniczonego dostępu to punktów widokowych na miasto i morze. My wybrałyśmy Via Crucis – Drogę Krzyżową, którą istotnie jest. Wchodzenie w pełnym słońcu jest trochę męczące, ale zdecydowanie warto. Na górze czeka na nas sanktuarium Madonny w Skale i normański zamek górujący nad całą okolicą.

Jeszcze kawałek i docieramy na plac w miasteczku Castelmola, gdzie wynaleziono wino migdałowe, choć w okolicy nie rosną żadne migdały. Marsalę, słodkie wino stołowe, zaczęto aromatyzować migdałami i ziołami. Dziś wino można kupić w co drugim kramie w Castelmola, a ceny wydają mi się dosyć zawyżone. Charakterystycznym punktem miasteczka jest Piazza Duomo i XVII-wieczny kościółek San Giorgio. W Castelmola również można zwiedzić kolejne ruiny normańskiego zamku. To co z niego pozostało pochodzi prawdopodobnie z X wieku, choć badacze nie są co do tego zgodni. W cieniu pinii na ławeczce zdegustowałyśmy zakupioną butelczynę winka, potem zeszłyśmy znów do Piazza Duomo, skąd do Taorminy zjechałyśmy już autobusem.

Ostatni przystanek tego dnia to Isola Bella. Malutka wysepka i wąska, kamienista plaża do niej prowadząca to temat wielu pocztówek. Wama wyspa objęta jest rezerwatem ze względu na rzadką roślinność. Wstęp kosztuje kilka euro, my jednak odpuściłyśmy, by posiedzieć dłużej na plaży. Gdy słońce zaszło ruszyłyśmy w dalszą drogę…

Które z tych miejsc najbardziej chcielibyście zobaczyć?

Share:

Kasia Janeta

Pochodzę z pięknej mieściny na południu Polski. Miłośniczka podróży, kwiatów, książek i DIY. Staram się kreatywnie spędzać czas wolny. Na blogu piszę o tym, co mnie pasjonuje i inspiruje.